Auto zimą – porady dla kierowców

zimowe kłopoty benzyny, diesla i hybrydy
Zima – niby magiczna, niby świąteczna, a jednak co roku potrafi dać kierowcom solidnie w kość. Śnieg sypie jak z reklamy czekolady, mróz maluje wzorki na szybach, a Ty zamiast cieszyć się widokiem, stoisz z zamarzniętym kluczykiem, szurając skrobaczką i modląc się, żeby auto jednak dziś odpaliło. Bo choć Twój samochód to wierny towarzysz codziennych podróży, w zimie potrafi mieć fochy większe niż teściowa bez kawy. W tym artykule przyjrzymy się najczęstszym zimowym bolączkom aut i kierowców – z humorem, ale konkretnie. A zaczniemy klasycznie: pewnego mroźnego poranka…
Poranek jak z horroru: Mróz atakuje kierowcę
Był mroźny zimowy świt. Pan Jan, zwykły kierowca, wyrusza do swojego auta pokrytego szronem. Termometr pokazuje solidne –15°C, a śnieg skrzypi pod butami. Jan drżącymi dłońmi zeskrobuje lód z szyb, żartując pod nosem, że to „poranny fitness kierowcy”. W końcu próbuje otworzyć drzwi – oczywiście przymarzły. Po chwili szarpaniny udaje się wejść do środka, gdzie czeka niego kolejna niespodzianka: wewnątrz też zimno jak w zamrażarce, a szyby od środka pokryte są warstewką lodu. (Uwaga dla innych Janów: jeśli wewnątrz auta zamarzają szyby, to znak zbyt dużej wilgoci w kabinie – sprawdź uszczelki, drożność odpływów i wysusz wykładzinę, bo to częsta przyczyna takiego efektu.) Jan wzdycha ciężko, siada za kierownicą i przekręca kluczyk.
Nie chce zapalić! – Akumulator ma dość
Rozrusznik jęknął żałośnie, jak niedźwiedź wybudzony z zimowego snu, i… cisza. Silnik ani myśli zapalić. Pan Jan czuje zimny pot na czole – klasyka zimowego poranka: akumulator padł. Nic dziwnego – im niższa temperatura, tym mniejsza wydajność akumulatora. W mrozie pojemność akumulatora spada, a jednocześnie auto potrzebuje więcej prądu, by zakręcić zdrętwiałym silnikiem (gęsty olej stawia większy opór) oraz zasilić wszystkie odmrażacze szyb, nawiewy, ogrzewane szyby i fotele. To tak, jakby nasz akumulator przedzierał się przez syberyjską zamieć – szybko opada z sił.
Jan przypomina sobie rady dziadka: „Przed odpaleniem wyłącz wszystko, co żre prąd – światła, dmuchawę, radio – żeby cała moc poszła w rozrusznik”. Stosuje się do tej porady, wciska sprzęgło (żeby rozrusznik nie musiał obracać zmarzniętej skrzyni biegów) i próbuje ponownie. Silnik zaczyna kręcić nieco żwawiej… Udało się! Silnik zaskoczył, plując białym obłokiem pary z wydechu. (Spokojnie, biały „dym” to normalna para wodna – efekt zimna, nie awaria). Jan z triumfem puszcza sprzęgło, ale auto natychmiast gaśnie. Ech, akumulator ledwo zipie – jeden rozruch wyssał z niego resztki energii. Dlaczego bateria tak cierpi zimą? Po prostu chemia: w mrozie reakcje w akumulatorze zwalniają, więc oddaje on mniej prądu. A gdy stoi na mrozie nieużywany, traci ładunek szybciej. W efekcie rozrusznik kręci wolniej i silnik może nie osiągnąć minimalnych obrotów potrzebnych do zapłonu mieszanki. Nawet najlepsze paliwo i dodatki nie pomogą, jeśli brakuje prądu, dlatego sprawny akumulator to podstawa zimą.
Na szczęście Jan ma w bagażniku przewody rozruchowe (klemy). Podbiega do sąsiada z benzyniakiem, który właśnie odpalił bez problemu (o tym za chwilę) i prosi o „pożyczenie prądu”. Po chwili jego auto znów ożywa. (Warto wozić kable – nawet nowoczesne auta można bezpiecznie odpalać „na kable”, byle poprawnie podłączyć przewody. Zawsze plus do plusa, a minus dawcy do masy biorcy.). Uff, silnik mruczy, ale to dopiero początek przygód.
Diesel o poranku – dlaczego tak marudzi?
Pan Jan jeździ dieslem i już wie, że zimą to najmniej wdzięczny kompan. Dlaczego diesel nie lubi mrozu? Powodów jest kilka. Po pierwsze, diesel odpala inaczej niż benzyna – nie ma iskry, tylko sprężanie powietrza w cylindrach rozgrzewa je tak, by zapaliło wtryśnięte paliwo. Przy trzaskającym mrozie powietrze w cylindrze jest tak zimne, że trudno osiągnąć temperaturę samozapłonu ropy. Mało tego, olej napędowy w niskich temperaturach gęstnieje i robi się lepki, co nie ułatwia rozruchu. Stąd poranne kłopoty – silnik kręci, ale jakby nie miał siły zaskoczyć.
Diesle próbują temu zaradzić świecami żarowymi – to małe grzałki w cylindrach, które rozgrzewają komory spalania przed startem. Dlatego Jan zawsze czeka kilka sekund aż zgaśnie kontrolka świec, zanim przekręci kluczyk. Jeśli jednak któraś świeca jest padnięta, diesel nawet nie zakaszle. W nowocześniejszych dieslach zamiast świec bywają grzałki w dolocie powietrza, lecz zasada ta sama – mają podnieść temperaturę, żeby obudzić „ropniaka”. A wszystkie te grzałki ciągną prąd z akumulatora, dodatkowo męcząc baterię.
Po drugie, paliwo. W mrozie słabej jakości olej napędowy potrafi wytrącić parafinę i zamienić się w kisiel, który zapcha filtr paliwa na amen. Jeśli w baku jest trochę wody (np. z kondensacji wilgoci), mróz zrobi z niej kryształki lodu, które też zablokują przepływ. Nic dziwnego, że na letnim paliwie diesel może odmówić posłuszeństwa już przy –10°C! Dlatego od listopada stacje sprzedają specjalny „zimowy” olej napędowy o obniżonej temperaturze krzepnięcia. Jan zawsze tankuje zimowy, ale co jeśli bak był zatankowany jeszcze latem? Wtedy warto dolać tzw. depresator, czyli dodatek zapobiegający wytrącaniu parafiny. Dobrze też trzymać możliwie pełny bak – mniej wolnej przestrzeni to mniej kondensatu, który mógłby zamarzać.
Tego ranka Jan ma szczęście – zatankował dobrą zimową ropę, świece działają, więc po kilku sekundach kręcenia jego diesel z ociąganiem, ale startuje. Wypuszcza chmurę białej pary i klekocze głośno, wyraźnie niezadowolony. Diesle słyną z marudzenia o poranku – pracują głośniej i twardziej zanim się rozgrzeją. Co gorsza, rozgrzewają się bardzo powoli. Jan jedzie już kilka kilometrów, a wskaźnik temperatury ledwo drgnął. W efekcie w kabinie nadal zimno – można się poczuć jak kierowca ciężarówki na Syberii. To normalne: nowoczesne diesle są tak wydajne, że marnują mało energii na ciepło, przez co zimą brakuje „gratuitowego” ogrzewania wnętrza. Producenci musieli nawet montować dodatkowe dogrzewacze (małe piecyki na paliwo) w autach z silnikami wysokoprężnymi, bo inaczej kierowca musiałby jechać w kurtce przez pół godziny.
Jakby tego mało, zimny diesel spala więcej paliwa niż zwykle – przez pierwsze kilkanaście minut potrafi palić więcej niż benzyniak. Krótkie trasy po mieście to dla niego katorga: zanim się nagrzeje, Jan już jest pod pracą, a silnik cały czas chodził „na bogato” i nie osiągnął optymalnej temperatury. Takie ciągłe niedogrzanie zwiększa też zużycie silnika. Nic dziwnego, że diesel zimą lubi wypić i gorzej się czuje – to nie mit, a fakt.
Benzyna na mrozie – czy ma lepiej?
Na parkingu obok sąsiadka odpala swoje benzynowe auto. Silnik wrrrum! – zapalił od razu, jakby mróz mu nie straszny. Rzeczywiście, silniki benzynowe z reguły odpalają bez problemu za pierwszym razem, nawet przy dużych mrozach. Benzyna zapala się od iskry świecy zapłonowej, a mieszanka paliwa z powietrzem jest bardziej odporna na mróz niż diesel potrzebujący wysokiej temperatury sprężania. Nie znaczy to jednak, że benzyniak w ogóle nie miewa zimowych humorków.
Pani Anna, sąsiadka, też musi pamiętać o akumulatorze – w jej aucie bateria ma łatwiejsze zadanie niż u Jana (niższy stopień sprężania silnika oznacza lżejszy rozruch i brak świec żarowych do zasilania), ale jeśli jest stara lub niedoładowana, również odmówi współpracy. Zimą każdy silnik potrzebuje nieco bogatszej mieszanki, więc i benzyniak zużywa więcej paliwa, zanim się rozgrzeje. Jednak różnica nie jest tak dramatyczna – zimny silnik benzynowy nie pali wyraźnie więcej niż zwykle, w przeciwieństwie do diesla, który potrafi wtedy pochłaniać paliwo jak smok. No i benzyna rozgrzewa się szybciej – zazwyczaj już po kilku minutach jazdy ciepły nadmuch zaczyna lecieć z nawiewów, ku zazdrości Jana marznącego w swoim dieslu.
Awarie typowe dla zimy? W starszych benzyniakach zdarzało się zamarzanie wody w przewodach paliwowych lub problemy z gaźnikiem – dziś to rzadkość. Mimo wszystko dobra praktyka to tankować do pełna, by w baku nie zbierała się wilgoć (to rada szczególnie ważna dla aut z instalacją LPG, które zimą i tak odpalają na benzynie – warto utrzymywać pełny zbiornik benzyny). Dawni szoferzy radzili dolewać do paliwa denaturatu, by osuszyć bak z wody – to jednak metoda z lamusa. Nowoczesne auta nie lubią takich eksperymentów, a paliwo na stacjach ma wystarczającą jakość; jeśli obawiasz się wody, kup raczej dedykowany dodatek usuwający wilgoć zamiast babcinego denaturatu.
Generalnie, kierowcy aut benzynowych mogą odetchnąć z ulgą – ich silniki są mniej wrażliwe na siarczysty mróz niż diesle. Jeśli tylko akumulator jest sprawny, auto na benzynę zwykle budzi się do życia nawet w ciężkie mrozy niczym wierny, zahartowany husky gotów do biegu.
Hybryda w zimie – z dwóch światów na plus?
A co z hybrydami? Jan ma kumpla, który ciągle zachwala swoją hybrydę i zimą złośliwie pyta: „Jak tam, odpalił Twój czołg na ropę? Bo moja hybryda to by i na mrozie -30°C śmigała”. Trochę w tym prawdy. Typowa hybryda (np. Toyota) ma benzynowy silnik spalinowy + silnik elektryczny z akumulatorem. Rankiem często jako pierwszy uruchamia się właśnie silnik elektryczny – a jemu mróz niestraszny, bo nie potrzebuje paliwa, świec ani wysokiej temperatury. W efekcie hybryda zazwyczaj bez zająknięcia ruszy w drogę przy mrozach, które dla diesla są zabójcze. Producenci chwalą się, że ich akumulatory hybrydowe wytrzymują mrozy rzędu –30°C. Ba, znany jest przypadek Priusa z Alaski, który odpalił przy –49°C (padł dopiero przy –56°C, ale wtedy to chyba nawet renifer Mikołaja by nie odpalił). Innymi słowy, hybryda radzi sobie zimą zaskakująco dobrze, może nawet lepiej niż się powszechnie uważa.
Oczywiście hybryda to w połowie zwykłe auto spalinowe, więc pewne prawidłowości pozostają. Jej silnik benzynowy również potrzebuje chwili, by osiągnąć temperaturę roboczą. Co prawda większość hybryd ma silniki wolnossące (bez turbodoładowania) o dość dużej pojemności – a większy motor szybciej się nagrzewa i łatwiej mu w mrozie niż małym silniczkom. Z drugiej strony, hybryda potrafi wyłączyć silnik na postoju i jechać chwilę na samej elektryczności, przez co rozgrzanie silnika spalinowego trwa trochę dłużej niż w zwykłym aucie benzynowym. Efekt jest taki, że zimą hybryda też spali więcej paliwa niż latem, ale w warunkach miasta ten wzrost i tak będzie mniejszy niż w przypadku diesla. W korku, gdy inni stoją i palą paliwo, hybryda często toczy się na prądzie – nie zużywa wtedy ani kropli i nie emituje spalin, co w mroźnym mieście pełnym smogu jest dodatkowym plusem.
Czy hybryda wymaga jakichś specjalnych zabiegów zimą? Nieszczególnie. Tak samo trzeba dbać o 12-voltową baterię pomocniczą – jeśli zostawimy auto nieodpalane przez wiele tygodni, akumulator (zarówno ten zwykły, jak i hybrydowy) może się rozładować. W codziennym użytkowaniu jednak hybrydy nie sprawiają zimowych niespodzianek. Systemy elektroniki zarządzają ładowaniem baterii i dogrzewaniem silnika, kierowca ma po prostu jechać. Warto tylko pamiętać, że w hybrydzie ogrzewanie kabiny też często korzysta z silnika spalinowego (chyba że auto ma pompy ciepła czy inne bajery). Zatem przy dużym mrozie hybryda uruchomi silnik, żeby nas ogrzać – nie dziwmy się, że czasem pracuje on nawet podczas postoju, to normalne działanie. Mimo to, w ogólnym rozrachunku zimowa hybryda to bardzo wygodna i ekonomiczna opcja.
Zimowe mity i rady – jak przetrwać chłody
Na podstawie przygód pana Jana i spółki zebraliśmy najważniejsze mity oraz porady dotyczące zimowych problemów kierowców. Oto one:
- “Muszę grzać silnik na postoju przed jazdą.” To jeden z najbardziej żywotnych mitów. Kiedyś, w epoce gaźników, miało to jakiś sens, ale w nowoczesnych autach lepiej ruszyć w drogę wkrótce po odpaleniu niż długo grzać silnik na jałowym biegu. Czemu? Bo na wolnych obrotach zimny silnik nagrzewa się bardzo wolno, a przy okazji bardziej zanieczyszcza olej i środowisko. Wystarczy pół minuty do minuty pracy po odpaleniu (żeby olej się rozprowadził), a potem spokojnie ruszamy. Jazda pod lekkim obciążeniem rozgrzeje motor znacznie szybciej niż 10 minut stania na podjeździe. Unikaj tylko ostrego gazu na zimnym silniku – pierwsze 10-15 km jedź łagodnie, na umiarkowanych obrotach. Dynamiczne wysokie obroty od razu po starcie to przepis na zużycie i awarie. Podsumowując: ruszaj, ale z głową. Twoje auto będzie Ci wdzięczne.
- “Diesel musi sobie postać na luzie, żeby się zagrzać.” Mit. Godzina na biegu jałowym nic nie da – przy silnym mrozie nawet po godzinie takiego grzania diesel może nie osiągnąć temperatury roboczej! Najlepsza metoda to ruszyć i jechać, utrzymując wyższe obroty na początku (np. 2000-2500 obr./min w dieslu), dzięki czemu szybciej się nagrzeje. Jeśli masz diesla, nie ciągnij na niskich obrotach zaraz po starcie, bo to wcale mu nie służy. A jak marzniesz w środku – cóż, taki urok; możesz rozważyć dodatkowe ogrzewanie postojowe (Webasto) lub elektryczną matę grzewczą na fotel, żeby zima była znośniejsza.
- “Hybryda nie nadaje się na zimę, bo bateria padnie.” Nieprawda. Jak wspomnieliśmy, baterie hybryd są projektowane do pracy w bardzo niskich temperaturach – np. Toyota gwarantuje działanie do około –30°C. Również zwykłe akumulatory w autach spalinowych wytrzymują mróz, o ile są sprawne. Prawdą jest, że po mroźnej nocy spadnie nieco pojemność i mogą być kłopoty, ale dotyczy to każdego auta. Hybryda ma tu przewagę, bo może wesprzeć rozruch silnika energią z głównej baterii. Dopóki dbamy o stan akumulatora 12V (okazjonalnie go podładować, zwłaszcza jeśli jeździmy tylko krótkie dystanse), hybryda zniesie zimę dzielnie.
- “Wlej denaturat do baku, to nie zamarznie.” Dawna szkoła, dziś odradzana. Denaturat miał rozwiązać problem wody w paliwie poprzez związanie jej z alkoholem. Jednak współczesne auta źle znoszą dolewanie takich wynalazków, a paliwo z renomowanych stacji i tak ma dodatki zapobiegające zamarzaniu. Jeśli obawiasz się wody w paliwie, kup markowy preparat osuszający – zadziała bezpieczniej. W przypadku diesla lepszym rozwiązaniem jest wspomniany depresator na parafinę.
- “Jak nie chce zapalić, kręć aż do skutku.” Błąd! Uparte kręcenie rozrusznikiem bez przerwy może rozładować akumulator do zera albo uszkodzić rozrusznik. Lepiej kręcić maksymalnie 5-7 sekund i jeśli nie zaskoczy, odczekać pół minuty, spróbować ponownie. Po kilku nieudanych próbach lepiej odpuścić – może akumulator już słabnie albo paliwo nie dochodzi. Wtedy lepiej poszukać pomocy (kable, booster lub mechanik) niż zamęczyć auto.
- “Zamarznięte szyby? Polej wrzątkiem!” Absolutnie nie! Gorąca woda i lodowata szyba to prosty przepis na pęknięcie szyby. Lepiej użyć skrobaczki, odmrażacza w sprayu lub po prostu uruchomić silnik i nawiew na szybę (ewentualnie ogrzewanie postojowe, jeśli jest). Cierpliwość jest tańsza niż nowa szyba. Podobnie nie włączaj wycieraczek na zamarzniętą szybę – sztywne pióra łatwo się uszkodzą. Najlepiej wieczorem unieść wycieraczki albo przykryć przednią szybę matą, żeby rano oszczędzić sobie skrobania.
“Mróz złapał drzwi – siłuj się do upadłego.” Uważaj, żeby nie urwać klamki. Gdy drzwi przymarzły do uszczelek, delikatnie naciskaj i popuszczaj – postaraj się odłamać lód naciskiem, zamiast brutalnie ciągnąć. Możesz też spryskać krawędzie drzwi odmrażaczem. Zamki mechaniczne warto przed zimą potraktować specjalnym preparatem (lub choćby WD-40), by nie było w nich wody. Jeśli jednak zamek zamarzł, nie wlewaj tam gorącej wody – użyj odmrażacza do zamków albo ogrzej kluczyk zapalniczką (ostrożnie).
Jak uniknąć zimowych kłopotów – praktyczny skrót porad
Na koniec, zebrańmy konkretnie kilka porad, dzięki którym zima nie zaskoczy Twojego auta (ani Ciebie):
- Dbaj o akumulator: Przed zimą warto sprawdzić stan baterii. Jeśli ma już swoje lata (ponad 5 lat) albo wcześniej ledwo kręciła, rozważ wymianę zawczasu. Czyste klemy i naładowany akumulator to Twój najlepszy przyjaciel zimą. Gdy dużo jeździsz na krótkich odcinkach, okazjonalnie doładuj akumulator prostownikiem (albo wybierz się na dłuższą przejażdżkę), bo ciągłe krótkie jazdy nie doładowują go w pełni.
- Paliwo ma znaczenie: Tankuj zimowe paliwo ze sprawdzonych stacji. Jeśli masz diesla, unikaj jeżdżenia na oparach – utrzymuj raczej pełniejszy bak, to zmniejsza ryzyko kondensacji wody. Możesz też wozić w bagażniku buteleczkę depresatora na wypadek ekstremalnych mrozów lub nagłego spadku temperatury, zwłaszcza gdy w baku może czaić się jeszcze letnie paliwo. Kierowcy aut benzynowych nie muszą kombinować – wystarczy dobra benzyna 95 lub 98. Jeśli użytkujesz LPG, pamiętaj by zawsze odpalać na benzynie i nie przełączać na gaz, dopóki silnik trochę się nie rozgrzeje (minimum 30-50°C). No i nigdy nie jedź na samym gazie z pustym bakiem benzyny – pompa paliwa może zamarznąć lub uszkodzić się bez paliwa.
- Przed odpaleniem: Rano przed uruchomieniem wyłącz zbędne odbiorniki prądu – ogrzewanie szyb, dmuchawę, radio, światła (o ile jest jasno). Maksimum energii ma pójść w rozrusznik. Wciśnij sprzęgło przy odpalaniu – rozrusznik będzie miał lżej, a silnik łatwiej zapali. Nie piłuj rozrusznikiem zbyt długo na jeden raz – lepiej krócej i z przerwami. Jeśli masz starszego diesla, możesz dwukrotnie podgrzać świece żarowe (włącz zapłon, poczekaj aż kontrolka zgaśnie, wyłącz i powtórz, dopiero potem kręć). To da silnikowi cieplejszy start.
- Rozgrzewanie silnika: Nie czekaj 15 minut na postoju, aż auto się nagrzeje – to marnowanie paliwa i ryzyko uszkodzeń. Ruszaj po około 30-60 sekundach od startu. Przez pierwsze kilometry jedź łagodnie: unikaj wysokich obrotów i gwałtownej jazdy. Silnik nabierze temperatury po kilku minutach, a Ty oszczędzisz paliwo i mechanik podziękuje za mniej pracy. Pamiętaj, że układ hamulcowy i opony też potrzebują chwili, by osiągnąć optymalną sprawność w mrozie, więc spokojna jazda na starcie to podwójna korzyść.
Awaryjny zestaw zimowy: Zima lubi zaskakiwać, więc woź w aucie parę rzeczy na czarną godzinę. Przydadzą się: skrobaczka do szyb i odmrażacz (bo karta kredytowa do skrobania szybko się podda), rękawiczki (chronią ręce przy skrobaniu czy wymianie koła), kable rozruchowe (uratowały dziś Jana i uratują też Ciebie lub sąsiada), mała saperka (łopatka) do odśnieżania gdy zawieje samochód, oraz ewentualnie łańcuchy śniegowe jeśli wybierasz się w góry. Warto mieć też latarkę i koc/folię termiczną w razie utknięcia w zaspie. No i oczywiście zapas zimowego płynu do spryskiwaczy – plucha na drogach może go zużyć szybciej niż myślisz.
Na koniec najważniejsze: zachowaj zimną krew (dosłownie!) i humor. Zima testuje cierpliwość kierowcy, ale uzbrojony w powyższą wiedzę, Pan Jan i każdy z nas może wyjść z tej próby zwycięsko. Mróz potrafi dokuczyć benzynie, dieslowi i nawet hybrydzie, ale dzięki tym poradom nasze auta przetrwają najchłodniejsze poranki. A gdy następnym razem znajdziesz się o świcie na parkingu, szczękając zębami i próbując odpalić zmarznięte auto, pamiętaj – nie jesteś sam. Wszyscy kierowcy to przechodzą, a później opowiadają o tym przy kawie w pracy niczym o bohaterskiej zimowej przygodzie. Bezpiecznej jazdy!
Majówka w trasie, czyli krótka opowieść o tym, jak nie zostać bohaterem własnego koszmaru z ubiegłego lata
Majówka, czyli krótka opowieść o tym, jak nie zostać bohaterem własnego koszmaru z ubiegłego latamajówka w trasie – kiedy zaczyna się wyjazd na długi weekendMajówka zaczyna się zawsze tak samo. Nie od wyjazdu. Od pomysłu. Pomysł jest prosty i niewinny: „pojedziemy”....
Pedał hamulca twardy jak kamień – brak wspomagania hamulców i objawy uszkodzonego serwa
Naciskasz hamulec jak zawsze. Tym razem pedał jest twardy jak mur. Co oznacza brak wspomagania i kiedy serwo przestaje pomagać?
Stuki po wjechaniu w dziurę? Sprawdź, czy nie uszkodziłeś zawieszenia
Wpadłeś w dziurę i słyszysz niepokojące dźwięki? Wyjaśniamy, jakie elementy zawieszenia mogą ulec uszkodzeniu i kiedy warto je sprawdzić.
KONTAKT
690 666 780
kontakt@blackimpala.pl
ADRES
Warszawska 107, Legionowo
OBSERWUJ
DOKUMENTY
Regulamin usług


