Uważaj, co mówisz w swoim aucie – jak samochody zbierają dane

czyli o tym, że codzinnie wozisz pasażera, który właśnie siedzi z tyłu i notuje

Wyobraź sobie, że codziennie rano wsiadasz do swojego samochodu, zapinasz pas, poprawiasz lusterko i ruszasz w świat, a na tylnym siedzeniu siedzi facet. Taki cichy typ w neutralnym garniturze, z twarzą, której nie zapamiętasz nawet po roku wspólnego podróżowania. Nie przesuwa fotela. Nie pyta, czy możesz zmienić stację. Nie narzeka na styl jazdy. Siedzi spokojnie z notatnikiem na kolanach i zapisuje wszystko, co robisz.

Zapisuje, że o 7:41 wyjeżdżasz z osiedla.
Zapisuje, że hamujesz gwałtownie przy światłach.
Zapisuje, że przez siedem minut stoisz pod szkołą.
Zapisuje, że mówisz do pasażera: „Może w końcu kupimy ten żyrandol?”

Czasem tylko podnosi wzrok i mówi:
– Przepraszam, wertepy są. Powtórzysz, co mówiłaś o promocji?

Woziłabyś go codziennie?
Nie?

To niedobrze. Bo prawdopodobnie już to robisz.

To teraz wyobraź sobie, że on nie ma twarzy, nie ma notatnika i nie zajmuje miejsca. Jest systemem telematycznym z kartą eSIM, mikrofonem, GPS-em i mnóstwem innych czujników. I właśnie dlatego w ogóle go nie zauważasz.

Podsłuch? To już było

Przez ostatnie lata przywykliśmy do myśli, że smartfony nas podsłuchują. Alexa nagrywała bez zgody rozmowy użytkowników. Google wypłacił 68 milionów dolarów w ugodzie dotyczącej nieautoryzowanego nagrywania przez Google Assistant

Oczywiście, nie przyznali się do winy wprost. Oczywiście „to było przypadkowe aktywowanie”. Oczywiście „wszystko zgodnie z polityką prywatności”.

A potem przestaliśmy się dziwić.

Ale mało kto zapytał: a co z samochodem?

Samochód jako ruchoma stacja zbierania danych

Nowoczesne auta „smart” wyposażone są w setki czujników i systemów komunikacyjnych.

Monitorują:

– stan akumulatora,
– temperaturę silnika,
– ciśnienie opon,
– diagnostykę elektroniczną,
– warunki zewnętrzne, w tym współrzędne GPS,
– ruch drogowy.

To brzmi rozsądnie. Samochód dba o siebie.

Ale to dopiero przedsionek.

Bo równolegle rejestrowane są dane o kierowcy:

  • prędkość,
  • gwałtowne hamowania,
  • gwałtowne przyspieszenia,
  • styl jazdy,
  • korzystanie z pasów bezpieczeństwa
  • o której godzinie ruszasz do pracy
  • jak długo jeździsz bez przerwy
  • gdzie bywasz
  • o czym rozmawiasz

I to właśnie te dane są najbardziej wartościowe.

Samochody mają systemy rozpoznawania głosu i kamery. Mogą analizować polecenia głosowe, a nawet nagrywać wnętrze kabiny

Kiedy podłączasz smartfon do systemu infotainment – lista kontaktów, ostatnie połączenia i wiadomości też mogą zostać zarejestrowane

W skrócie: samochód nie tylko wie, że silnik ma 92°C.
Wie też, że Ty masz zły dzień.

Co producenci deklarują?

Oficjalnie:

  • poprawa bezpieczeństwa

  • rozwój systemów ADAS

  • analiza usterek

  • personalizacja usług

  • rozwój autonomicznej jazdy

To prawda. Dane są paliwem dla rozwoju technologii.

Ale…

Rozwój technologii jest bardzo kosztowny. A te wszystkie dane są warte ogromnych pieniędzy. Czy ktokolwiek wierzy w to, że koncerny są w stanie oprzeć się takiej pokusie?

Jak dane opuszczają samochód?

Nowoczesne auta mają wbudowane:

  • karty eSIM

  • stałe połączenie LTE/5G

  • aktualizacje OTA (Over The Air)

To oznacza, że samochód komunikuje się z serwerami producenta nawet wtedy, gdy o tym nie myślisz.

To nie jest opcja premium.
To standard.

Dane lokalizacyjne, czyli mapa Twojego życia

Dane GPS są szczególnie wrażliwe

Bo lokalizacja to nie tylko punkt na mapie.
To historia.

Jeśli codziennie o 7:30 zatrzymujesz się na 12 minut pod szkołą, algorytm nie widzi „samochodu w miejscu X”. Widzi rodzica.

Jeśli co tydzień parkujesz przy określonym budynku, algorytm może wywnioskować miejsce pracy. 

A jeśli bywasz regularnie w określonych miejscach kultu – nawet Twoje przekonania.

Nie trzeba podsłuchu.
Wystarczy geografia.

Telemetria, czyli matematyka charakteru

Dane o stylu jazdy trafiają nie tylko do fabryki.

W USA GM przyznał, że w ramach programu „Smart Driver” przekazywał brokerom danych informacje o gwałtownych hamowaniach, przyspieszeniach, przekroczeniach prędkości i czasie jazdy. Dane te trafiały m.in. do LexisNexis i Verisk. Na ich podstawie tworzono raporty używane przez ubezpieczycieli do podnoszenia składek lub odrzucania klientów

Nie mandat.
Nie kolizja.
Tylko statystyka.

Wielu kierowców pytało: „Dlaczego składka wzrosła? Przecież nie dostałem żadnego mandatu.”

Odpowiedź bywa prosta. Bo algorytm uznał, że często hamujesz gwałtownie i dynamicznie przyspieszasz. Nie jesteś kimś, komu warto ufać – przynajmniej według matematyki

A matematyka nie zna pojęcia „ale ja się spieszę tylko czasami”.

Jednemu kierowcy Chevroleta Bolt agent ubezpieczeniowy powiedział, że jego składka wzrosła m.in. na podstawie raportu z 640 przejazdów przygotowanego przez LexisNexis

640 przejazdów.
To nie jest analiza jednego dnia.
To jest profil psychologiczny w wersji drogowej.

Dane głosowe i multimedia

“Hej Mercedes… zimno mi”  – znacie to?

Systemy infotainment reagują na komendy głosowe.
W wielu przypadkach dane audio są przesyłane do chmury w celu „poprawy jakości usług”.

Brzmi znajomo?

To dokładnie ten sam mechanizm, co w smartfonach.

Nie oznacza to, że ktoś siedzi i słucha Twoich rozmów.
Oznacza to, że system może przetwarzać fragmenty audio w celach analitycznych.

Różnica jest subtelna.
Ale istotna.

A potencjał zarobkowy? Jeśli używasz konta powiązanego z aplikacją producenta, jeśli aplikacja łączy się z innymi usługami, jeśli dane są agregowane w ekosystemie cyfrowym — to tworzy się profil.

I ten profil jest walutą XXI wieku.

Mokry sen reklamodawców

Reklamodawcy nie potrzebują wiedzieć, kim jesteś.
Wystarczy, że wiedzą, co robisz.

Jeśli samochód wie, że często parkujesz pod szkołą – idealny target na tornistry, flamastry i kredki. Jeśli często stoisz przy siłowni – suplementy. Jeśli pod marketem budowlanym – farby, wiertarki i cudownie szczelne uszczelki.

To nie jest teoria spiskowa.

Badanie fundacji Mozilla z 2023 roku wykazało, że 84% producentów samochodów przekazuje dane podmiotom trzecim

Tesla została oceniona jako jedna z najbardziej inwazyjnych – rejestrująca wideo z kabiny, lokalizację i wszystkie przejazdy

Tesla twierdzi, że krótkie klipy wideo nie są łączone z VIN-em ani tożsamością użytkownika

Jednocześnie wewnętrzne narzędzia pozwalały pracownikom odtwarzać nagrania z konkretnych lokalizacji klientów

To trochę jak powiedzieć:
„Nie wiemy, kim jesteś. Ale wiemy co zrobiłeś zeszłego lata”

We wrześniu 2024 Ford opatentował system, który analizuje lokalizację, cel podróży, pogodę i rozmowy pasażerów, aby wyświetlać reklamy dopasowane do kontekstu

Patent, nie wdrożenie – powiedziano.

To trochę jak wynaleźć maszynę do czytania myśli i zapewniać, że to tylko projekt koncepcyjny.

Na razie.

Czy mamy panikować?

Nie.

Nowoczesne auta są bezpieczniejsze niż kiedykolwiek. Telemetria pomaga wykrywać awarie. eCall ratuje życie. Aktualizacje OTA poprawiają systemy.

Ale świadomość to coś innego niż panika.

Samochód przestał być wyłącznie mechaniką.
Stał się urządzeniem podłączonym do sieci.

A każde urządzenie podłączone do sieci zbiera dane.

A dane to cenna waluta.

Co możesz zrobić w praktyce?

Po pierwsze: czytać to, co podpisujesz kupując samochód. Wiem, to brzmi banalnie. Słuchamy takich ostrzeżeń od lat. Ale w tych wielostronicowych „druczkach” często znajduje się zgoda na przetwarzanie danych, udostępnianie ich podmiotom trzecim i wykorzystanie do celów marketingowych

Po drugie: sprawdzić ustawienia prywatności w aplikacji producenta.

Po trzecie: mieć świadomość, że jeśli mówisz w aucie „przydałby mi się nowy żyrandol”, a potem internet zaczyna Ci podsuwać lampy… to może nie być magia.

To może być analiza behawioralna.

To wszystko czasochłonne i upierdliwe. Ale dzięki temu możesz zachować choć ułamek kontroli.

…Albo zhakować system

Można też pójść w inną stronę. Nie panikować. Nie owijać auta folią aluminiową. Nie palić regulaminów. Tylko… trochę namieszać w statystykach.

Od czasu do czasu zrobić coś tak nieprzewidywalnie dziwnego, że algorytm zacznie sprawdzać, czy nie ma błędu systemu.

Jeśli masz BMW — użyj kierunkowskazu.
Tak po prostu. Bez powodu. Z wyprzedzeniem.
System uzna to za usterkę przekaźnika.

Jeśli jedziesz TIR-em po A4 — nie wyprzedzaj lewym pasem przez sześć kilometrów z prędkością „minimalnie większą”.
Zostań spokojnie na prawym i pozwól światu toczyć się dalej.
Algorytm nie będzie w stanie tego ogarnąć.

Jeśli masz 400 koni pod maską — przejedź całe miasto zgodnie z przepisami.
Model odnotuje: „Potencjalna awaria. Kierowca nie korzysta z mocy.”

Oczywiście to żart.

Algorytmy nie mają poczucia humoru.
One mają modele predykcyjne, korelacje i wykresy.

Ale my mamy coś, czego nie da się zamknąć w arkuszu kalkulacyjnym.
Nie da się tego opisać w regulaminie liczącym trzydzieści siedem stron drobnego druku, z których połowa akapitów zaczyna się od „wyrażam zgodę..” i udaje, że jest po naszej stronie.

Mamy w sobie niekonsekwencję.

Tę drobną, upartą iskrę, która sprawia, że skręcamy w boczną ulicę tylko dlatego, że światło tam wyglądało inaczej.
Że zmieniamy zdanie, choć jeszcze przed chwilą byliśmy go absolutnie pewni.
Że słuchamy piosenki, która, wg. statystyk, kompletnie nie pasuje do naszego wieku, zawodu ani „profilu użytkownika premium”.

Algorytmy budują nas z powtarzalności. One kochają wzorce, bo wzorzec daje się przeliczyć.

A człowiek nie jest elementem o określonej specyfikacji.

Człowiek jest czymś pomiędzy…

Z jednej strony wciąż nosimy w sobie instynkty, które każą nam przyspieszyć, gdy wiemy, że zaraz zapali się żółte.
Z drugiej – potrafimy zatrzymać się bez powodu i patrzeć na zachód słońca, jakbyśmy mieli na to cały czas wszechświata.

Algorytm widzi dane.
Człowiek nadaje znaczenie.

Algorytm liczy prawdopodobieństwo.
Człowiek potrafi wybrać wbrew niemu.

I właśnie dlatego nie pasujemy idealnie do żadnego modelu.
Bo jesteśmy istotami w drodze — jeszcze nie całkiem logicznymi, już nie całkiem instynktownymi.

I w tej niedokończonej konstrukcji mieści się wolność.

Nie ta wielka, deklaratywna.
Ta mała. Codzienna.
Ta, która sprawia, że wykres czasem drgnie w nieoczekiwaną stronę.

I żadna serwerownia świata nie jest w stanie do końca przewidzieć, co zrobi istota, która jest jednocześnie małpą uczącą się chodzić prosto i aniołem, który jeszcze nie zapomniał, jak to jest mieć skrzydła. Model predykcyjny zmarszczy swoje matematyczne brwi.
Wykres lekko się rozjedzie.

I w tym pomiędzy mieści się wszystko: kaprys, wahanie, zachwyt, nagłe „a może jednak nie”.

To jest ta część nas, której nie da się sprzedać w pakiecie reklamowym, wycenić w kalkulatorze ryzyka ani przeliczyć na składkę ubezpieczeniową.

Może właśnie tam — w tej drobnej, niepraktycznej nieprzewidywalności — mieszka ostatni skrawek wolnej woli.

A my?

My po prostu pojedziemy dalej.

I nawet jeśli ktoś z tyłu coś notuje —
to w takim momencie zabraknie mu słów, by to opisać.

I może właśnie w tym tkwi najcichszy bunt naszych czasów — nie w krzyczeniu o inwigilacji, ale w świadomości, że gdzieś na serwerach piętrzą się nasze dane… a my mimo to wciąż jesteśmy czymś więcej niż statystyką.

W tym całym cyfrowym świecie nieprzewidywalność może być najpiękniejszym akt wolnej woli.

Czy warto włączać klimatyzację zimą?

Czy warto włączać klimatyzację zimą?

Co naprawdę dzieje się z układem klimatyzacji, kiedy stoi pół roku bez ruchu? Zimą klimatyzacja w samochodzie wydaje się zbędna. Wielu kierowców wyłącza ją w listopadzie i przypomina sobie o niej dopiero w maju. Problem w tym, że klimatyzacja to nie jest sezonowy gadżet. To układ techniczny. A układy techniczne nie lubią bezczynności.

czytaj dalej